google-site-verification: google3cfc73e8a859ee50.html

Polecany post

Małgorzata Kulińska -" Walc Francois."

François –  polski   walc  skomponowany w  1905  roku przez  Adama Józefa Karasińskiego . Piosenka pochodziła z repertuaru  Toli Mankiewi...

środa, 12 września 2018

Rachunek zysków i strat

Żebyś teraz nie żałował, żebyś nie mówił: człowiek się naharował, nie dojadł, nie dospał, siedział dzień i noc, zdrowie nadwyrężył, ludziom się naraził, a teraz co ma z tego? Żebyś nie żałował. To były najpiękniejsze dni twojego życia, kiedy zdobyłeś się na bezinteresowne zaangażowanie w ludzkie sprawy. To było prawie dotknięcie Boga samego. Nie psuj tego. Nie przeliczaj teraz skrupulatnie twojego poświęcenia, twojej odwagi na pieniądze. Nie narzekaj, że nie zarobiłeś na tym tyle, ile teraz uważasz, że powinieneś zarobić. Zachowaj ten swój czas jak najbardziej cenny skarb. Nie będziesz kiedyś musiał stanąć przed Bogiem z pustymi rękami. 

ks. Mieczysław Maliński
Modlitwa na każdy dzień, 1985 r.

To rozważanie przyszło mi do głowy w momencie, kiedy znów dzieje się coś ważnego. Są takie chwile graniczne, kiedy zdajemy sobie sprawę, że coś się kończy, a coś zaczyna nowego, że jest jakieś nowe otwarcie, że pewne rzeczy i sprawy kończą swój bieg i swoją przydatność, a z nimi ludzka aktywność.
Mam na myśli wybory do samorządu terytorialnego w tym roku. Oto bowiem okazuje się na naszych oczach, że zmienia się sztafeta pokoleniowa.  Wchodzą na scenę wydarzeń kolejne pokolenia - młodsi, którzy chcą coś dla siebie zdobyć, zaistnieć, zrealizować się, a starsi powoli wykruszają się, ustają i odsuwają do tyłu. Ale tak naprawdę to od nas samych zależy, niezależnie do jakiego pokolenia należymy, czy włączymy się jeszcze w nurt wydarzeń, czy też się z niego wyłączymy.
Może jeszcze będziemy z tego włączenia czerpać jakieś korzyści lub wyłączając się za zysk uznamy czas na naszą prywatność.
Każdy, kto się jakoś angażuje, robi sobie rachunek zysków i strat. Bywa czasem, że nijak nie wychodzi na plus w sensie materialnym, ale za to są korzyści w innym wymiarze. Tak, wiem, biednych nie stać, by dokładać do interesu bogatym, ale często właśnie tak się dzieje, że to biednych stać na więcej niż bogatych.
Może jednak warto się włączyć i zaangażować, by nieco zainwestować w przyszłość naszego wspólnego życia, wspólnoty losu różnych pokoleń.  Trzeba się otworzyć na nowe wyzwania, przynajmniej spróbować przełamać stereotypy, popatrzeć na swoich sąsiadów i otoczenie życzliwie.
Fakt, w sensie materialnym nic nie jest łatwo, ale to nie musi oznaczać, że trzeba pozwalać sobie i innym na demoralizację. Zło ma to do siebie, że wystarczy nic nie robić, a ono samo nas zagospodaruje.  Nie pozwoli nam siedzieć cicho w zaciszu własnego zamkniętego świata.
Zachowajmy zdrowy rozsądek.
Jest czas na zbieranie podpisów poparcia na kandydatów - no więc jeśli sami nie mamy ambicji, by się udzielać, to przynajmniej posłuchajmy tego, co inni mówią. Podejdźmy do sprawy świadomie.
W końcu ktoś musi ten mandat dostać, by potem go wykorzystać. Jak go wykorzysta, to także będzie zależało od naszego sprawą zainteresowania.




sobota, 5 maja 2018

Wspominki przy szydełku


Oto kilka fotek serwetek, które zrobiłam z myślą o dekoracji domowych półek. Wnętrza, gdzie są serwetki sprawiają wrażenie, że inspirujemy się początkiem XX wieku, kiedy to nasze babcie z należytą pieczołowitością same robiły i przechowywały te skarby rękodzieła. 
Moja cioteczna babcia Stanisława miała niezwykłe zacięcie do tychże robótek, tak więc z dzieciństwa zapamiętałam jej mieszkanie prawie w całości udekorowane samodzielnie wykonanymi licznymi serwetkami, narzutami, firankami, zazdrostkami i bordiurami. 
Kochała się w koronkowych kołnierzykach, letnich rękawiczkach, szalach i narzutach. 
Ku mojemu absolutnemu osłupieniu - posługiwała się licznymi technikami. Między innymi były to koronki filetowe, ale o nich napiszę przy najbliższej okazji. Na razie pokaże kilka moich dzieł zrobionych zwyczajnie między czasie - tak po prostu dla relaksu. Czasami trzeba - jak mówią informatycy - zresetować komputer, czyli głowę, a robienie serwetek wspaniale się do tego nadaje!









sobota, 28 kwietnia 2018

Szydełkomania

Dekoracje robione szydełkiem


Drobne dekoracje mogą przynieść wiele radości osobie, którą chcesz obdarować. Czasem drobny gest, który Ciebie nie kosztuje zbyt wiele pracy, a może jedynie wymaga dobrego pomysłu - kogoś innego może prawdziwie uradować.
Wzajemne obdarowywanie się ma swoją niezwykłą moc. Warto się o tym samemu przekonać. Bowiem nie od dziś wiadomo, że dawanie daje zdecydowanie więcej radości niż branie.
Tę małą robótkę dostałam od przyjaciółki mówiąc na pewno się ucieszysz, bo wiem, że lubisz takie rzeczy. Owszem  - byłam oczarowana i kiedy na nią patrzę myślę o niej serdecznie.

Zawieszka na ścianę, lub na półkę. 








Z różą w zębach, czyli o tangu

A w knajpach i kabaretach....



Ponoć - jak pisano  - przed wojną mieliśmy własny styl tanga. Mówiło się o "polskim tangu". Niektórzy jednak twierdzą wprost, że to tango na licencji argentyńskiej. Warszawscy kompozytorzy przed wojną komponowali dużo czerpiąc inspiracje z dorobku argentyńskiego. Polskiej sympatii do Argentyny i tanga nie da się wytłumaczyć - ważne, że ona istniała przed wojną a i w obecnych czasach wydaje się ciągle żywa. Oto bowiem w Brzegu jest spora grupa sympatyków, którzy uczynili już bardzo wiele, by tę tradycję podtrzymać. Stąd niebawem będzie można pooglądać tancerzy i samemu także potańczyć:
" Z radością zapraszamy  na XI Festiwal Tanga w Brzegu. W tym roku jest jest on pod nazwą „Alegría en Brzeg”. Ze względu na komfort tańca OGRANICZAMY ILOŚĆ uczestników oraz PILNUJEMY RÓWNOWAGI ilości pań do panów. Serdecznie zapraszamy z początkiem lata (28.06 - 01.07.2018) do Brzegu. 
Organizatorami Festiwalu są: Fundacja Tango-Si - Ewa Maria Sikorska, Andrzej Sikorski, Anna Chojnacka- Komorowska, Urząd Miasta Brzeg oraz Starostwo Powiatowe w Brzegu.




A przed wojną

Kawiarnie, restauracje i knajpy rozbrzmiewały przebojami "Pod modrym niebem Argentyny", "Florida", "Carissima", "Carmencida". 
Dama z różą w zębach - to tak charakterystyczny obrazek dla polskich argentyńskich zauroczeń.
Było także tango apaszowskie i tango salonowe - "Jesienne róże, róże słodkie herbaciane". 
"Ta ostatnia niedziela" Jerzego Petersburskiego z tekstem niezwykle dramatycznym, który napisał  Zenon Friedwald - bywała tłem muzycznym wielu dramatów. Było także tango rosyjskie "Tamara" i podrabiane tango niemieckie - "Tyrolskie tango". 
Płyty gramofonowe i patefony - nieodzowny sprzęt i obiekt pożądania tamtego czasu. Przypomnijmy tylko tytuły: "Hanko, Szkoda twoich łez", "Nie kochać w taką noc, to grzech". "Nie namawiaj, nie ulegnę", "Ja mam czas, ja poczekam", "Nie będziesz ty, to będzie inna", "Pod samowarem", "Szczęście trzeba rwać jak świeże wiśnie", "Nasza jest noc i oprócz niej nie mamy nic". Do tego ostatniego utworu skomponowanego przez Stefanię Górską tekst napisał Julian Tuwim, aczkolwiek ukrywający się pod pseudonimem "Oldlen" . Zresztą ten znakomity polski poeta pisał wiele tekstów, pod którymi nie chciał się podpisywać. Jego jeden z nich to np. Schizo Frenik. Ponoć w obiegu było ich kilknanaście. No cóż, poeta kochał kabaret i piosenki, a rozsadzał go temperament i talen i to z kabaretu utrzymywał poważniejszą twórczość. 

Natomiast Andrzej Włast miał opinię grafomana, ale właśnie spod jego pióra wyszły prawdziwe przeboje jak "Francois", "Ty, miłość i wiosna", "Jesienne róże", "Gdy w ogrodzie botaniczny," "Już nigdy", "Szkoda twoich łez", "Bubliczki, bajadera", "Przy kominku" . Był zdolnym dziennikarzem i  inteligentnym krytykiem filmowym, Dyrektor "Morskiego Oka" zajmował się impresariatem artystycznym i tworzył liczne programy rewiowe. To właśnie jemu sławę zawdzięczali tacy artyści jak: Ordonówna, Pogorzelska, Żelichowska i Terne, Fogg i Bodo, Sempoliński i Olsza, Żabczyński i Faliszewski.
A współcześnie z jego repertuaru "Całuje twoją dłoń, madame..." w niezapomniany sposób wykonywał  ten utwór Piotr Fronczewski. Andrzej Włast był twórcą niezapomnianego i ponadczasowego "Tanga milonga", które cieszyło się międzynarodową sławą i odniosło absolutny sukces rozrywkowy.



Przytoczę tylko kilka nazwisk przedwojennych kompozytorów takich jak: Wars, Gold, Petersburski, Kataszek, Wiehler, Maciejowski, Lewandowski  czy Katasiński, którzy komponowali w różnym stylu,  modne melodyjne walce, zabawne piosenki skrzące się humorem jak np. "Czy pani Marta jest tego warta", piosenki o Warszawie. 

Zainteresowanych odsyłam do książek Zbigniewa Adrjańskiego, który znakomicie w PRL-u zajmował się historią polskiej piosenki i estrady, dziennikarz i autor piosenek. 

czwartek, 12 kwietnia 2018

Małgorzata Kulińska -" Walc Francois."



François – polski walc skomponowany w 1905 roku przez Adama Józefa Karasińskiego. Piosenka pochodziła z repertuaru Toli Mankiewiczówny, która wykonywała ją w teatrze Morskie Oko w Wielkiej Rewii (1934 rok). Utwór śpiewali również m.in. Adam WysockiMieczysław FoggMarta Mirska, oraz Irena Santorźródło
Słynny walc „François”, którym na początku XX wieku rozbrzmiewały sale balowe, estrady koncertowe, salony i kawiarnie, był dziełem utalentowanego kompozytora, nazywanego „polskim królem walca”, chociaż komponował także polonezy, kadryle, polki i mazury. Adam Karasiński (1868-1920) występował na estradzie z własną orkiestrą, z którą koncertował w Paryżu, Moskwie, Wiedniu i Budapeszcie – wszędzie wzbudzając zachwyt pięknym walcem „François”. Po śmierci kompozytora syn Zygmunt Karasiński (1898 - 1973) zinstrumentował ten utwór od nowa wyposażając go również w nowy tekst Andrzeja Własta.

François

Muzyka: Adam Karasiński
Słowa: Andrzej Włast

W starych nutach babuni
Walc przechował się ten
Pomnę wieczorek u niej,
Widzę go jak przez sen.
Grajek przy fortepianie,
Goście snują się w krąg,
W białych bufach, tiurniurach są panie,
W klapkach panów chryzantem tkwi pąk.

Dawnych wspomnień czar,
Wdzięk stylowych par,
Muślin sukien jak mgła
I najnowszy ten walc „Francois”
Gdyby jeszcze raz wrócił piękny czas,
Gdyby zbudził serca złych ludzi czar
Modnego walca „Francois”.

Uśmiech starych portretów,
Dźwięk przebrzmiałych już nut,
Serca pełne sekretów,
Smutek rozstań i złud
W zapomnianej piosence
W jedną splotły się myśl.
I wracają marzenia dziewczęce
To, co wczoraj minęło, jest dziś.

Dawnych wspomnień czar…


Usta milczą, dusza śpiewa...

piątek, 27 października 2017

Pochód mistrza Ignacego Paderewskiego

Ignacy Jan Paderewski przemawia. By Unknown - United States Library of Congress, 

Dzieło, na które patrzymy, nie powstało z nienawiści. Zrodziła je miłość głęboka Ojczyzny, nie tylko w jej minionej wielkości i dzisiejszej niemocy lecz i w jej jasnej silniejszej przyszłości. Zrodziła je miłość i wdzięczność dla tych przodków naszych, co nie po łup, nie po zdobycz szli na pole walki, ale w obronie dobrej, słusznej sprawy zwycięskiego dobyli oręża. 
Twórcy pomnika i wszyscy, co mu przy pracy byli pomocni, składają hołd ten dziękczynny świętej praojców pamięci. Składają go na ołtarzu Ojczyzny, jako votum pobożne, błagając te wysokie świetlane duchy, od wieków już z Bogiem złączone, by wszystkie dzieci tej ziemi natchnęły miłością i zgodą, by rozszerzyły serca nasze, by wyprosiły dla nas i wiary moc i nadziei pogodę, rozwagę, cierpliwość i tę dobrą wolę, bez której nie ma ani cnót cichych, ani sławnych czynów. Niech więc naród w osobie najwyższego wszystkich ziem polskich dostojnika tę ofiarę serc naszych miłościwie przyjąć raczy. 
Pragniemy gorąco, by każdy Polak i Litwin, każdy z dawnych dzielnic Ojczyzny, czy z za oceanu spoglądali na ten pomnik jako na znak wspólnej przeszłości, świadectwo wspólnej chwały, zapowiedź lepszych czasów, jako na cząstkę własnej, wiarą silnej duszy ...
Prastarej ukochanej stolicy naszej oddajemy to dzieło we władanie wieczyste. Do prześwietnej rady stołecznego grodu, do jej dzielnego, zasłużonego prezydenta dr Juliusza Leo gorąca i usilną zanosimy prośbę, by nad tym pomnikiem zechcieli życzliwą i troskliwą rozciągnąć opiekę. "
- w te podniosłe słowa przemówił w Krakowie przed 25 - laty Ignacy Paderewski oddając miastu naszemu jako fundator pomnik zwycięzcy spod Grunwaldu.
Cisza zaległa obszerny plac Matejki, na którym w dniu 15 lipca 1910 roku zgromadziły się wielotysięczne rzesze reprezentantów wszystkich stanów i zawodów, różnych związków i organizacji społecznych przybyłych do Krakowa z najodleglejszych granic ziem dawnej Rzeczypospolitej, a nawet z za oceanu. Wszystkich oczy zwrócone były w kierunku trybuny mówców, na której stał wielki artysta. I w tej uroczystej chwili nie znalazł się chyba nikt taki, kto by nie zrozumiał głębokich intencji przemówienia Paderewskiego. Krótkie, jakżeż jednak treściwe, a przede wszystkim natchnione bezgranicznym przywiązaniem do wszystkiego, co polskie ujęło ono za serca nas młodych, co w mundurkach gimnazjalnych staliśmy opodal trybuny, wsłuchani w melodyjny głos mistrza. Po ostatnim słowie zerwała się burza niemilknących oklasków, a on jak zawsze skromny skłaniał w stronę tłumów swą głowę okoloną aureolą swych jasnych włosów i w milczeniu dziękował za ten spontaniczny hołd, który na pewno droższy był jego sercu, od niejednego sukcesu artystycznego, a który w dniu tym składała mu dosłownie cała Polska. I przez te dwa dni następne, przez które rozciągały się uroczystości związane z obchodem rocznicy grunwaldzkiej Paderewski nie przestał być ani na chwilę ośrodkiem zainteresowania wszystkich. Przyjęcie, jakie zgotowała mu rada miasta na uroczystym posiedzeniu, raut w salach Starego Teatru, potem olbrzymi zlot sokolstwa na Błoniach i pamiętny pochód wszystkich reprezentantów na Wawel, wreszcie każde pojawienie się mistrza na ulicach miasta - to etapy jego ówczesnej drogi triumfalnej, na której ścieliły się nie tylko kwiaty, ale i serca, składane w darze Paderewskiemu - wielkiemu patriocie.

Trzy lata potem zelektryzowała Kraków wiadomość o wielkim koncercie mistrza. Na długo przed owym pamiętnym dniem bilety wstępu były już wszystkie wykupione, a sam wieczór zgromadził w Starym Teatrze elitę społeczeństwa dawnego zaboru austriackiego. Siedząc z matką w pierwszym rzędzie krzeseł rozglądałem się ciekawie po sali, która niecodzienny widok przedstawiała. Tuż obok nas zajął miejsca Henryk Sienkiewicz z małżonką, któremu zostałem przez matkę przedstawiony; na dalszych ujrzałem przedstawicieli najwyższych władz z delegatem namiestnika Galicji na czele, a potem członków wszystkich niemal polskich rodzin arystokratycznych, wśród których panie zwracały na siebie uwagę rasową urodą, wspaniałymi toaletami i drogocenną biżuterią. W sali do słownie "po brzegi wypełnioną", gdyż nawet po obu stronach estrady ustawiono krzesła, panowała atmosfera podniecenia i oczekiwania.
Wreszcie w drzwiach pokoju artystów ukazała się postać Paderewskiego. Gdy stanął na estradzie, wszyscy podnieśli się z miejsc witając mistrza jak udzielnego monarchę Czy było w tym odruchu coś dziwnego? - dla mnie młodego na pewno tak. Ale już nie długo potem, gdy spod palców Paderewskiego wypłynęła melodia tak dobrze mi znana, a jednak jakże inna, tak czarowna, że wzruszyć by mogła nawet serce wykute z kamienia - zrozumiałem potęgę sztuki artysty i w niemym zachwycie stałem już potem tak ze wszystkimi słuchaczami, którzy już po pierwszej części koncertu zgotowali mistrzowi spontaniczną owację. W czasie pauzy matka moja, dotrzymując poprzednio danego mi przyrzeczenia, poszła ze mną do pokoju artystów i tam po raz drugi w życiu stanąłem przed wielkim pianistą. Trudno mi dziś określić, jakie uczucia przepełniały wówczas moje serce, jakie myśli cisnęły mi się do głowy, wiem tylko to jedno na pewno, że czułem się bardzo szczęśliwy i dumny z zaszczytu, jaki mnie spotkał i który stał się też potem nie lada sensacją dla mych kolegów z konserwatorium muzycznego.
Toteż, gdy na drugi dzień znalazłem się w klasie mego znakomitego profesora, dyr. Władysława Żeleńskiego, czekający na lekcje uczniowie, a wśród nich późniejszy uczeń Paderewskiego, znakomity pianista Zygmunt Dygat i jego siostra pani Gromnicka, znana artystka dramatyczna, przyjęli mnie jeszcze serdeczniej niż zwykle rozpytując o szczegóły wielkiego wieczoru.

fragment relacji Juliusza Stanisława Leo (juniora) z tygodnika As z 1935 r.
Polski Słownik Biograficzny t. 17 s. 70 LEO Juliusz Stanisław (1901-1962) dziennikarz, kompozytor

************
Juliusz Leo (1861-1918) był politykiem, prawnikiem, ekonomistą, posłem do Sejmu Krajowego. Od 1893 r. zasiadał w Radzie Miasta Krakowa, w l. 1901-04 był wiceprezydentem Krakowa, a od 1904 r. do śmierci prezydentem miasta. Na początku XX wieku doprowadził do realizacji idei Wielkiego Krakowa, czyli przyłączenia do miasta trzynastu wsi i gmin podmiejskich, a w 1915 r. do przyłączenia także Podgórza, będącego wcześniej samodzielnym miastem.

W 1914 roku Juliusz Leo współtworzył i był pierwszym prezesem Naczelnego Komitetu Narodowego, był też jednym ze współinicjatorów utworzenia Legionów Polskich. To na jego wniosek Rada Miasta przegłosowała darowiznę w wysokości miliona koron z kasy miasta na Legiony.
************ 
zdjęcie: Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=2070232