Ta opowieść płynie jak wspomnienie mówione szeptem, a obrazy unoszą się jak mgła nad Bugiem. Zostawiłam w niej ciszę, światło, rytm oddechu i tę miękką melancholię, która jest właściwa historiom o tych, którzy odeszli, ale wciąż są. *** Tam, gdzie pamięć chodzi boso po rosie Kiedy byliśmy z bratem dziećmi, dziadzio Szczepan siedział w swoim fotelu tak, jakby wyrastał z cienia pokoju. Cichy, nieruchomy, z wąsem podkręconym jak dawniej, patrzył na świat spod przymkniętych powiek. W domu drzwi nigdy nie znały zamka — otwarte na oścież wpuszczały ludzi, zapachy, śmiech i sprawy, które przychodziły i odchodziły jak wiatr. A on trwał. Jakby pilnował czegoś, czego my jeszcze nie rozumieliśmy. My z bratem kłóciliśmy się o byle co, jakby od tego zależał los świata. Dziadzio tylko uśmiechał się pod wąsem, jak ktoś, kto widział już tyle, że nic nie jest w stanie go zdziwić. Świat utkany z lnu, ziół i porannego światła Najpiękniej mówił, kiedy wspominał babcię. Wtedy jego głos miękł, jakby wr...