Bolesław Kopczyński
Jak w literaturze dzielimy pisarzy na realistów, analityków, symbolistów, psychologów, tak można podobny podział zastosować w odniesieniu do artystów-plastyków. Jedni widzą świat w plasterku cytryny, lub z przyjemnością malują śledzie,
drudzy tworzą bajkowe wizje z kraju lat dziecinnych, inni szukają typów w modelowanej głowie, wreszcie są tacy, co z zamiłowaniem malują motywy architektoniczne,
tam ci znów pejzaże. Ale nie chodzi tu tylko o temat, lecz także o sposób przedstawienia.
Patrząc na tę samą rzecz — każdy człowiek
widzi ją inaczej. A cóż dopiero artysta, dla
którego świat jest wizją jego duszy, a rzeczywistość transponuje on na swój język,
swój styl! Bo wszak najważniejszemu cechami artyzmu są: talent i indywidualność.
Te dwa wielkie skarby posiada znany i ceniony artysta-malarz Bronisław Kopczyński, rozmiłowany w pięknej architekturze, starych, rozpadających się murach, średniowiecznych zamczyskach, renesansowych
kościołach, walących się karczmach przy
rozstajnych drogach...
Malując znikające powoli zabytki naszej
kultury — artysta słyszy dziwne historie,
które w sekrecie powierzają mu cegły, dachówki, szeroko na świat patrzące okna i gościnne drzwi i pochyłe ze starości kolumny, niegdyś tak majestatyczne... „Ciszej, wolniej" — szepce artysta — „nie spieszcie się, z chaosu waszych głosów nie mogę wyłowić,
ni słowa"... A artysta maluje z radością
w duszy, ze skupieniem niemal religijnym,
bo kocha historię pisaną wielkimi literami
monumentalnych kościołów i małymi literkami kapliczek przydrożnych. B.Kopczyński łącząc pietyzm dla każdego załomku muru z romantyzmem duszy, tworzy
pełne niewysłowionego nastroju i poezji
obrazy, opiewające piękno i czar naszej ziemi, często niedoceniane, niedopatrzone. I dopiero trzeba artysty, by zwykłemu śmiertelnikowi, ślepieniu dotąd na piękno, zdjąć bielmo z oczu i odsłonić tajemnice dotąd nieznane. W 60 przeszło obrazach Kopczyński
odmalował urok Warszawy, często, w ostatniej niemal chwili utrwalając to, co dziś już
nie istnieje, co zmiotło z powierzchni ziemi
nieubłagane prawo życia i śmierci. Głęboki
sentyment do Krakowa (gdzie Kopczyński
uczęszczał do Akademii) każe mu choć raz
na rok złożyć wizytę miastu „urbi celeberrim ac totius Poloniae", a hołd i zachwyt swój
wyrażając pełnym i wyrazu i wdzięku płótnami.
Kopczyński przewędrował z paletą w ręku Polskę wzdłuż i wszerz. Malował Sandomierz, Lublin, Wilno, Kazimierz.
Plon ostatnich w akacyj stanowi prześliczny cykl „Szlakiem Trylogii" (który zostanie
wystawiony w styczniu w „Zachęcie Warszawskiej"). Pola, wioski, miasteczka, upamiętnione bohaterskimi walkami, odżyły
znów, dzięki wędrówce malarza-poety, który
przywiózł z sobą szereg obrazów z Wiśnicza, Zbaraża, Drohojewa, Buczacza, Rohatyna, Złoczowa, Krzemieńca i innych. Urok
walących się domeczków, które często cudem
jakimś jeszcze się zachowały, kolorowych
karczem, drewnianych kościółków — znów
z maestrią, liryką ogólnego tonu odtworzył
Bronisław Kopczyński.
Lecz architektura, aczkolwiek ukochana,
nie jest wyłącznym tematem dzieł artysty.
Wielką sensację zaraz po wojnie wzbudził
w Warszawie ogromny obraz pl. „Wręczenie
medalu ks. Onufremu Kopczyńskiemu za
gramatykę polską". A to z dwóch względów:
imponujące to dzieło w świetny sposób oddało ów uroczysty nastrój, jaki panował
owego dnia, gdy w Tow. Przyjaciół Nauki,
czcigodnemu 80-letniemu jubilatowi, w ręczono medal (wybity przez naród) w obecności znakomitych ludzi tej epoki z Staszicem, Mochnackim, Potockim na czele.
A drugim powodem szczególnego zainteresowania publiczności była osoba twórcy dzieła, powinowatego tego wielkiego miłośnika języka polskiego, pierwszego autora gramatyki
polskiej. Jezuita Kopczyński zachował poza tym pamięć, jako człowiek o gołębiem sercu,
niezwykłej dobroci, którą ludzie chętnie wykorzystywali. Na ten temat znana jest ciekawa anegdota:
Ks. Kopczyński zwrócił pewnego razu uwagę domokrążnemu sprzedawcy węgla, wołającemu: „Wągli, wągli
sprzedaje", mówiąc: „Masz tu przyjacielu
szóstaka, abyś sobie zapamiętał, że mówi się:
węgiel a nie wągli".
Węglarz wyszedł na ulicę, poprawnie nawołując klientów do towaru. Lecz... po paru
dniach przyszedł na podwórko księdza, znów
błędnie wykrzykując: „Wągli, wągli"... Jezuita znowu dał szóstaka z upomnieniem, które
nie poskutkowało na długo....
Inne dzieło również o charakterze muzealnym, to wystawione na Salonie pt. „Wczoraj" z cyklu „Stara Warszawa". Obraz ten przedstawia na tle murów
Starej Warszawy — ludzi, którzy stali się już
legendą, dnia wczorajszego.
Bronisław Kopczyński, podobnie, jak jego
znakomity przodek, zasłużył w społeczeństwie
na medal: „Bene m erentibus".
 |
| Kaplica Trzech Króli - Lwów |
mgr. Kr. Diensll-Kuczyńska.
AS 1937 r.