Polecany post

Felek – kotek, który uczył się odwagi

Obraz
   Pewnego słonecznego poranka mały kotek Felek bawił się na podwórku przed domem swojego opiekuna, Jasia. Jaś właśnie zaczął chodzić do szkoły i miał mnóstwo zajęć. Przez to rzadziej bawił się z Felkiem, ale kotek ani trochę się nie smucił – miał przecież rodzeństwo i całą masę pomysłów na zabawę. Mela, ich mama, coraz mniej pilnowała swoich maluchów. Kiedyś była z nimi krok w krok, ale teraz dawała im więcej swobody. Nocami wymykała się z domu na polowanie i zawsze wracała dumnie ze zdobyczą – myszką albo ptaszkiem – które zostawiała na wycieraczce, jak prezent dla swojego pana. Tego ranka Felek wylegiwał się z rodzeństwem na gorącym słońcu, a potem zaczął psocić jak zwykle. Najbardziej lubił turlać małe piłeczki. I turlał tak jedną z nich, że w końcu wpadła w gęste krzaki róży, tuż przy płocie. Utkwiła między kolcami, a Felek nie mógł jej dosięgnąć – łapki były za krótkie, a pazurki tylko ślizgały się po powierzchni. Miałknął raz, drugi… Bracia spali zwinięci w koszyku i n...

Bajka o wiewiórce Bercie i dzwonku alarmowym


Na skraju starego ogrodu, wśród wysokich drzew, rosła dostojna sosna. W jej pniu, wysoko nad ziemią, kryła się mała, przytulna dziupla. To był dom wiewiórki Berty — rudziutkiej, z białym kołnierzykiem pod główką i puszystym ogonem dwa razy dłuższym od niej samej.
Berta była niewielka, ale miała ogromne serce. Była pracowita, sprytna i zawsze gotowa pomóc innym. Nigdy nie przechodziła obojętnie obok czyjejś krzywdy, choć czasem jej wrażliwość sprawiała, że aż drżały jej małe łapki.
W tym samym ogrodzie mieszkał dziadek Aleksander — staruszek, który dożył prawie stu lat. Lubił siedzieć w swoim fotelu na werandzie i patrzeć na ogród, choć częściej przysypiał, niż cokolwiek widział czy słyszał. U jego nóg leżał wierny pies Dingo — duży, kudłaty, kremowo‑brązowy, równie stary i równie niedosłyszący jak jego pan.
Był też ktoś jeszcze — kot Mruczek. Rudy, zwinny, czujny jak nikt inny. W nocy patrolował cały ogród, a w dzień spał na słońcu, tylko czasem wskakując dziadkowi na kolana, by wymusić głaskanie.
A kiedy do dziadka przyjeżdżała wnuczka z dziećmi — siedmioletnią Zosią i pięcioletnim Zbysiem — ogród wypełniał się śmiechem. Dzieci uwielbiały Bertę. Budowały dla niej w piaskownicy kryjówki, spiżarnie i tunele. Zosia przynosiła orzechy, a Zbysiu konstruował z drewienek małe pudełkowe magazyny. Chciały, żeby Berta wiedziała, że jest kochana.
*
Pewnego dnia, gdy dziadek drzemał na werandzie, a Dingo spał u jego stóp, do domu zakradł się intruz. Przyszedł od strony piwnicy, cicho jak cień. Berta, siedząca na gałęzi sosny, zauważyła go pierwsza.
Zobaczyła, jak mężczyzna wchodzi do środka i zaczyna plądrować szafy, szuflady, skrzynki. Rzucał wszystko na podłogę, szukając kosztowności.
Bercie aż zadrżało serce.
— Muszę coś zrobić! — pomyślała. — Ale co? Jestem taka mała…
I wtedy zobaczyła stary metalowy dzwonek wiszący przy drzwiach wejściowych.
W sekundę była już przy nim. Złapała się łapkami i zaczęła huśtać z całej siły. Dzwonek najpierw zadźwięczał cicho, potem głośniej, aż w końcu rozległ się prawdziwy alarm.
— Dzyń! Dzyń! Dzyń!
Hałas był tak donośny, że nawet Mruczek otworzył oczy. W trzech susach wdrapał się na drzewo, potem na balkon, a stamtąd — prosto do domu. Zaczął głośno mruczeć, niemal ryczeć swoim kocim głosem, by obudzić dziadka i zwrócić uwagę sąsiadów.
Sąsiedzi, słysząc hałas, wybiegli z domów. Dingo, choć nic nie rozumiał, zaczął szczekać — nie na intruza, którego nie słyszał, ale na ludzi, którzy nagle pojawili się na podwórku.
Intruz przestraszył się zamieszania i uciekł tylnymi drzwiami, zostawiając bałagan za sobą.
Dziadek Aleksander, przekonany, że to Dingo uratował dom, pogłaskał psa po głowie i dał mu wielką kość.
— Dzielny z ciebie strażnik — powiedział z dumą.
Mruczek, choć zdarł sobie głos, wskoczył dziadkowi na kolana i mruczał z zadowolenia.
A Berta?
Nikt nie zauważył jej odwagi. Nikt nie wiedział, że to ona uruchomiła alarm.
Ale nie była smutna. Patrzyła z gałęzi na spokojny ogród i czuła, że zrobiła to, co trzeba.
*
Kilka dni później do dziadka przyjechała Zosia ze Zbysiem. Dzieci pobiegły do piaskownicy i zaczęły budować coś wyjątkowego.
— To dla Berty! — powiedziała Zosia.
— Wielki zimowy zapas! — dodał Zbysiu, zakopując orzechy i ustawiając pudełkową spiżarnię.
Berta obserwowała to z góry, a jej serce rosło. Nie oczekiwała nagrody. Nie chciała pochwał. Ale dobro wróciło — z zupełnie innej strony, niż mogła się spodziewać.
I wtedy zrozumiała coś ważnego:
kiedy robisz dobro, Boża Opatrzność zawsze znajdzie sposób, by ci je oddać — choćby w najmniej oczekiwanym momencie.
Jolanta Krzewicka

Komentarze

Popularne posty

Brzeg - rzemiosło artystyczne Bilda

Pochód mistrza Ignacego Paderewskiego