W starym, zapomnianym ogrodzie, gdzie krzaki róż i malin splatały się z bluszczem, mieszkała wiewiórka Berta. Jej domek znajdował się wysoko na starej sośnie, która od lat czuwała nad zaniedbanym ogrodem pełnym tajemniczych zakamarków.
Berta codziennie skakała między gałęziami, zbierając orzechy i ukrywając je na zimę. Choć była pracowita, często czuła się samotna — pies Jogi, który kiedyś dotrzymywał jej towarzystwa, dawno już odszedł, a ogród ucichł. Czasem odwiedzał ją tylko stary rudy kot, przemykający nocą po konarach drzew.
Pewnego popołudnia Berta zobaczyła zimorodka — maleńkiego ptaszka o barwnych piórkach, który radośnie świergotał i przestępował z nóżki na nóżkę, wygrzewając się w słońcu. Jego beztroska i piękno oczarowały Bertę.
Nagle w gęstwinie liści pojawił się rudy kot, skradający się coraz bliżej ptaszka. Berta szybko zrozumiała, że zimorodek jest w niebezpieczeństwie. Choć miała pełne policzki i łapki orzechów, porzuciła wszystkie zapasy i jednym susem wskoczyła na giętką gałąź leszczyny. Wygięła się ona pod jej ciężarem, tworząc mały, zielony koszyczek tuż nad ziemią.
W tej samej chwili kot zaatakował. Zimorodek stracił równowagę i spadał w dół, ale zamiast na twardą ziemię — wpadł prosto w liściasty koszyczek Berty. Ptaszek otrząsnął się, podskoczył na gałązkę i odleciał, nawet nie wiedząc, że jego życie zostało uratowane.
Kot, widząc niepowodzenie, odszedł powoli, a Berta patrzyła na rozsypane po ścieżce orzechy. Choć straciła swoje zapasy, wiedziała, że zrobiła coś dobrego.
Następnego ranka, gdy wysunęła pyszczek ze swojej dziupli, zobaczyła zimorodka znów śpiewającego na gałęzi — zdrowego, pięknego i pełnego życia.
Berta uśmiechnęła się pod nosem. Jej poświęcenie miało sens.
Morał:
Są rzeczy i sprawy, które powinniśmy chronić bez względu na koszty — dobro i odwaga zawsze wracają do nas w najmniej oczekiwanym momencie.
Komentarze
Prześlij komentarz