Polecany post

Pomóż unieść cudzy krzyż

Obraz
Matka Boska Bolesna stała pod  krzyżem do końca. Pieta. Figura z kościoła oo. Jezuitów. Pan Jezus niesie krzyż na Kalwarię. Zauważcie, że lepiej czuję się ten człowiek, który podnosi drugiego człowieka niż ten, którego podnoszą. Nigdy nie dowiesz się, ile masz siły, dopóki kogoś nie podniesiesz. Proste? W czasie adoracji u Matki Bożej Miłosierdzia w Ostrej Bramie w Wilnie zastanawiałem się, co mam robić dalej. Czy mam zmienić zawód? Wtedy przyszła do mnie taka myśl: zostajesz w tym środowisku. Nie pragnij nigdy być w innym miejscu, niż to, gdzie opatrzność postawiła cię teraz. Posyłam cię do ludzi, którzy niosą podobne krzyże jak ty, a moje wybranie polega na tym, że to ty masz im pomagać, a nie szukać u nich pomocy. O Panie mój, naucz mnie rozumieć drugiego człowieka, a nie szukać zrozumienia. Naucz mnie pocieszać, a nie szukać pocieszenia. Naucz mnie w końcu kochać, a nie szukać miłości. Poszukuję teraz Szymonów z Cyreny. Nie musi to być Szymon ciężarowiec, który podnosi drugiego...

Rzeka, która pamięta wszystko



Odra od zawsze była sąsiadką Brzegu — potężną, kapryśną, nieprzewidywalną. W średniowieczu jej wody sięgały wyżej niż dziś, a wilgoć przenikała ziemię tak głęboko, że nawet miasto posadowione na wysokim grzbiecie nie mogło spać spokojnie. Rzeka „odzierała” Wysoki Brzeg raz po raz, jakby chciała przypomnieć mieszkańcom, że to ona tu rządzi.

---


Niebo nad Sudetami

Klimaty morskie i kontynentalne ścierały się nad Śląskiem jak dwie potężne siły natury. Jedne przynosiły chłodne, mokre lata, drugie upalne miesiące i ostre zimy. W Sudetach, gdzie przez pół roku panowała zima, spadało tyle deszczu i śniegu, że nawet gęste puszcze nie były w stanie wszystkiego wchłonąć. Gdy później wycięto lasy i zasypano bagna, woda nie miała już dokąd uciekać.

Trzy rzeki i jedno miasto


Między Brzegiem a Wrocławiem rzeki błądziły dawnymi korytami Odry, Smortawy i Oławy. Nawet potrójne wały nie były w stanie powstrzymać ich wylewów. Nysa Kłodzka zalewała Lewin Kłodzki z uporem, jakby co roku chciała odzyskać swoje dawne tereny. Brzeg, choć wzniesiony wysoko, wciąż musiał mierzyć się z wodą, która podchodząc pod most, wdzierała się w niższe części miasta.

Woda, która zabiera i oddaje


W miejskim „Diariuszu” odnotowano wielkie powodzie z lat 1469 i 1565. Wtedy wszystkie wsie wzdłuż Odry stały pod wodą. Tama zbudowana w 1546 roku nie przetrwała długo — rzeka porwała ją wraz z drewnianym mostem. Lato 1570 roku przyniosło nieustanne deszcze, a Nysa Kłodzka rwała wały i groble.

To wtedy wydarzyła się historia, którą w Brzegu opowiadano przez pokolenia: koszyk z bliźniętami, porwany przez nurt, płynął aż do miasta. Dzieci uratowano cudem na młynówce. Rodziców ukarano, ale w sercach ludzi pozostało przekonanie, że rzeka potrafi zarówno zabierać, jak i oddawać.

Gdy mury nasiąkały wodą


W kolejnych stuleciach powodzie wracały jak nieproszony gość. W 1593 roku woda zniszczyła klasztor antoninów, a w 1624 roku doprowadziła do wybuchu w prochowni. Mówiono wtedy, że „wraz z wodą wsiąkły w mury obronne wszystkie pieniądze”. W 1736 roku rzeka wezbrała tak, że przez siedemdziesiąt trzy dni słońce nie przebiło się przez chmury. W 1783 roku lód spiętrzył nurt tak wysoko, że Odra zmieniła bieg i popłynęła w stronę Szydłowic.

Rok, w którym Europa drżała


Jesienią 1813 roku, gdy armia francuska opuszczała Śląsk po klęsce pod Lipskiem, nadciągnęła powódź, która trwała dwa tygodnie i przyniosła epidemię tyfusu. Mimo to rok zakończono fajerwerkami — jakby ludzie chcieli choć na chwilę zapomnieć o kaprysach rzeki i o tym, jak blisko potrafiła podejść.

Walka z żywiołem


XIX wiek przyniósł walkę z wodą: pogłębianie koryta, prostowanie zakoli, budowę potrójnych wałów i ostróg. W 1903 roku Odra osiągnęła poziom 6,38 metra i zalała wsie aż po Laskowice. Wojsko układało na wałach tysiące worków z piaskiem, ale rzeka i tak robiła swoje. W odpowiedzi wykopano Kanał Ulgi, zbudowano śluzy, jazy i poldery, które miały ujarzmić wodę — choć tylko częściowo.

Wielka woda stulecia


Największa powódź miała dopiero nadejść. W lipcu 1997 roku Odra podniosła się do 7,30 metra. W ciągu jednej doby spadło 160 mm deszczu. Wały pękały jak skorupki, a woda wdzierała się tam, gdzie od dziesięcioleci jej nie widziano. Była to powódź, którą mieszkańcy Brzegu zapamiętali na zawsze — nie tylko jako katastrofę, ale jako moment, w którym miasto stanęło razem przeciw żywiołowi.

Ciche powodzie współczesności


Dziś Brzeg wciąż żyje z wodą — czasem w zgodzie, czasem w napięciu. Najgroźniejsze są już nie wielkie powodzie, lecz te mniejsze, ciche, wynikające z zasypania dawnych stawów i zaburzenia naturalnych dróg odpływu. Grunt osiada, ściany pękają, a mieszkańcy nie wiedzą, że pod ich stopami wciąż drzemie żywioł, który tylko czeka na swój moment.

Źródło:
Na podstawie artykułu: Wiesława Skibińskiego Kurier Brzeski 1997



Komentarze

Popularne posty

Brzeg - rzemiosło artystyczne Bilda

Pochód mistrza Ignacego Paderewskiego