Odra od zawsze była sąsiadką Brzegu — potężną, kapryśną, nieprzewidywalną. W średniowieczu jej wody sięgały wyżej niż dziś, a wilgoć przenikała ziemię tak głęboko, że nawet miasto posadowione na wysokim grzbiecie nie mogło spać spokojnie. Rzeka „odzierała” Wysoki Brzeg raz po raz, jakby chciała przypomnieć mieszkańcom, że to ona tu rządzi.
---
Niebo nad Sudetami
Klimaty morskie i kontynentalne ścierały się nad Śląskiem jak dwie potężne siły natury. Jedne przynosiły chłodne, mokre lata, drugie upalne miesiące i ostre zimy. W Sudetach, gdzie przez pół roku panowała zima, spadało tyle deszczu i śniegu, że nawet gęste puszcze nie były w stanie wszystkiego wchłonąć. Gdy później wycięto lasy i zasypano bagna, woda nie miała już dokąd uciekać.
Trzy rzeki i jedno miasto
Między Brzegiem a Wrocławiem rzeki błądziły dawnymi korytami Odry, Smortawy i Oławy. Nawet potrójne wały nie były w stanie powstrzymać ich wylewów. Nysa Kłodzka zalewała Lewin Kłodzki z uporem, jakby co roku chciała odzyskać swoje dawne tereny. Brzeg, choć wzniesiony wysoko, wciąż musiał mierzyć się z wodą, która podchodząc pod most, wdzierała się w niższe części miasta.
Woda, która zabiera i oddaje
W miejskim „Diariuszu” odnotowano wielkie powodzie z lat 1469 i 1565. Wtedy wszystkie wsie wzdłuż Odry stały pod wodą. Tama zbudowana w 1546 roku nie przetrwała długo — rzeka porwała ją wraz z drewnianym mostem. Lato 1570 roku przyniosło nieustanne deszcze, a Nysa Kłodzka rwała wały i groble.
To wtedy wydarzyła się historia, którą w Brzegu opowiadano przez pokolenia: koszyk z bliźniętami, porwany przez nurt, płynął aż do miasta. Dzieci uratowano cudem na młynówce. Rodziców ukarano, ale w sercach ludzi pozostało przekonanie, że rzeka potrafi zarówno zabierać, jak i oddawać.
Gdy mury nasiąkały wodą
W kolejnych stuleciach powodzie wracały jak nieproszony gość. W 1593 roku woda zniszczyła klasztor antoninów, a w 1624 roku doprowadziła do wybuchu w prochowni. Mówiono wtedy, że „wraz z wodą wsiąkły w mury obronne wszystkie pieniądze”. W 1736 roku rzeka wezbrała tak, że przez siedemdziesiąt trzy dni słońce nie przebiło się przez chmury. W 1783 roku lód spiętrzył nurt tak wysoko, że Odra zmieniła bieg i popłynęła w stronę Szydłowic.
Rok, w którym Europa drżała
Jesienią 1813 roku, gdy armia francuska opuszczała Śląsk po klęsce pod Lipskiem, nadciągnęła powódź, która trwała dwa tygodnie i przyniosła epidemię tyfusu. Mimo to rok zakończono fajerwerkami — jakby ludzie chcieli choć na chwilę zapomnieć o kaprysach rzeki i o tym, jak blisko potrafiła podejść.
Walka z żywiołem
XIX wiek przyniósł walkę z wodą: pogłębianie koryta, prostowanie zakoli, budowę potrójnych wałów i ostróg. W 1903 roku Odra osiągnęła poziom 6,38 metra i zalała wsie aż po Laskowice. Wojsko układało na wałach tysiące worków z piaskiem, ale rzeka i tak robiła swoje. W odpowiedzi wykopano Kanał Ulgi, zbudowano śluzy, jazy i poldery, które miały ujarzmić wodę — choć tylko częściowo.
Wielka woda stulecia
Największa powódź miała dopiero nadejść. W lipcu 1997 roku Odra podniosła się do 7,30 metra. W ciągu jednej doby spadło 160 mm deszczu. Wały pękały jak skorupki, a woda wdzierała się tam, gdzie od dziesięcioleci jej nie widziano. Była to powódź, którą mieszkańcy Brzegu zapamiętali na zawsze — nie tylko jako katastrofę, ale jako moment, w którym miasto stanęło razem przeciw żywiołowi.
Ciche powodzie współczesności
Dziś Brzeg wciąż żyje z wodą — czasem w zgodzie, czasem w napięciu. Najgroźniejsze są już nie wielkie powodzie, lecz te mniejsze, ciche, wynikające z zasypania dawnych stawów i zaburzenia naturalnych dróg odpływu. Grunt osiada, ściany pękają, a mieszkańcy nie wiedzą, że pod ich stopami wciąż drzemie żywioł, który tylko czeka na swój moment.
Źródło:
Na podstawie artykułu: Wiesława Skibińskiego Kurier Brzeski 1997
Komentarze
Prześlij komentarz